Harry Potter Magical Wand

poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 2 "Odi Et Amo"

"Jeśli kiedykolwiek upadniesz, powiem Ci, jak najprościej wstać. Jeśli kiedykolwiek ktoś złamie Ci serce, powiem Ci, co oprócz czasu goi rany. Jeśli kiedykolwiek zacznie doskwierać Ci samotność, pokażę Ci ludzi, którym możesz pomóc ją przezwyciężyć. A jeśli kiedykolwiek zechcesz skrócić swoje życie, pokaże Ci rzeczy, za którymi warto tęsknić. Bo każdy wie, jak boli upadek, ile łez kosztuje miłość, jak dobija samotność i ilu sił potrzeba, by żyć. "



______________________________



Stała i wpatrywała się w mur przed sobą. Szare cegły, nie odróżniały się niczym od innych cegieł, a jednak było w nich coś wyjątkowego, coś  czego nie mógł dostrzec zwykły mugol. Przejście na magiczną część dworca Kings Cross. Wspomnienia zaczęły napływać falami i odtwarzać się jej przed oczami.
  Hermiona, mała jedenastoletnia dziewczynka, z zapałem ciągnęła rodziców za ręce, a oni śmiali się wniebogłosy z jej zachowania. Przeszli razem na drugą stronę. To oni ją żegnali ze łzami w oczach gdy jechała do Hogwartu i to oni ją witali z wielkimi uśmiechami na twarzy gdy wracała. 
  Następne wspomnienie.
  Razem z Weasley'ami i Harry'm kierowali się w stronę dworca. W śród nich, po mimo uśmiechów i żartów, dało się wyczuć napiętą atmosferę. Oni dobrze wiedzieli, że wojna nadciąga. Jednak nie mieli pojęcia kiedy będzie jej rozstrzygnięcie. Dlatego starali się żyć chwilą, cieszyć swoją obecnością, bo nigdy nie było wiadomo kiedy wróg zaatakuje.
  Ona i chłopcy... najlepsi przyjaciele. Na śmierć i życie. Oni pakujący się w tarapaty, ona ratująca ich przed problemami. Były wzloty i upadki, lecz mimo to dawali radę. Więc co się teraz stało? Wojna poniosła za sobą ciężkie żniwo, zabierając im rodziny, przyjaciół, bliskich. 
  Wojna. Za chwilę miało dojść do ostatecznego starcia. Harry szukał horkruksów, a ona z Ronem pobiegli po kieł bazyliszka. Pamiętała ten moment doskonale. Ron ją pocałował. Czuła się szczęśliwa po mimo tego, że na zamku ludzie walczyli na śmierć i życie. Miało być dobrze. A jednak. Ron. Ron nie wytrzymał tej presji. Nie zniósł straty bliskich. To wszystko zbyt go przytłoczyło. Załamało. Doprowadziło do stanu w jakim teraz się znalazł. A ona nie potrafiła mu pomóc.'
- Halo... Hermiona? - usłyszała głos dochodzący z daleka. - Hermioonnaa.... ocknij się kobieto.
Wracała do rzeczywistości, a przed sobą zobaczyła roześmianą Ginny, która z wielkim zapałem machała jej ręką przed twarzą. Widząc, że przyniosło to efekt, uśmiechnęła się triumfalnie.
  Hermiona śmiało mogła stwierdzić, że pobyt Ginny u niej w domu skutkował o wiele lepszym samopoczuciem rudej. Zaczęła się lepiej odżywiać i wysypać dzięki eliksirom, które dla niej sporządzała, zarywając przy nich dobrowolnie noce, o czym Ginny nie musiała wiedzieć. Oczy znów stały się wesołe, a jej poczucie humoru doprowadzało Hermionę do mdłości, czyli jednym słowem, Weasley wróciła. Było jej jednak daleko do tego co kiedyś, tej beztroski, która może pojawić się z czasem lub w ogóle.
  Lecz nie tylko Ginny, zyskała na wspólnym mieszkaniu. Hermiona poniekąd przejrzała na oczy do jakiego stanu się doprowadziła. Wciąż nie potrafiła zapomnieć, ale przeszła z tym do porządku dziennego. Zmieniła się, ale nie potrafiła stwierdzić czy na lepsze, czy na gorsze.
  Ginny chwyciła ją za rękę i pociągnęła w kierunku przejścia na dworzec.
Po chwili ich oczom ukazała się magiczna część dworca. Po mimo upływu lat wciąż zachwycała. Po mimo wojny, zniszczeń zapierała dech w piersi. Czarodzieje robili co w ich mocy by odbudować wszystkie zniszczenia, powstałe w czasie wojny.
  Gdy Hermiona przestała się rozglądać, jej wzrok spoczął na Ginny.
- Z czego się śmiejesz? - spytała z nutką irytacji w głosie. Ginny spojrzała na nią i szeroko się uśmiechnęła.
- Z ciebie Hermiś! - wykrzyknęła. Hermiona słysząc nowe przezwisko skrzywiła się jeszcze bardziej. Weasley od pewnego czasu miała manię wymyślania jej nowych przezwisk. Wciąż się dziwiła skąd ona je bierze. Chociaż nie, nie chciała wiedzieć. Tak będzie lepiej dla jej zdrowia psychicznego, które jest już zbyt nadużyte.
- Ciągle jesteś taka zamyślona. Chodzisz jak Luna z głową w chmurach - uśmiechnęła się cwaniacko. - Tylko proszę nie szukaj nowych, nieistniejących gatunków roślin lub zwierząt. Wystarczy, że mam jedną taką koleżankę - puściła jej oczko, po czym zaczęła szukać kogoś w tłumie czarodziei.
  Prychnęła. Fakt może i chodziła z głową w chmurach, ale czy nie mogła? Miała tyle na głowie. Myślała, że koniec wojny przyniesie upragniony spokój i będzie mogła skupić się tylko na poszczególnych rzeczach. Myliła się. Tyle myśli zaprzątało głowę, nie pozwalając odetchnąć. Tyle pytań nie znajdujących odpowiedzi. Tyle do zrobienia, a tak mało czasu. To wszystko coraz bardziej ją irytowało. Szukając odpowiedzi zataczała bezwiednie koło, aby potem trafić do punktu wyjścia. Rozejrzała się. Tyle znajomych twarzy, uśmiechających się do siebie. Rodziny żegnające ze łzami w oczach swoje pociechy. Ta beztroska malująca się na twarzach wszystkich. Zaczynali nowy rok, bez obawy o swoje życie. Bez strachu. Bez obawy, że za chwilę ktoś z nich może zostać zamordowany przez śmierciożercę. Próbują zapomnieć. Ale czy to dobre posunięcie? Wciąż na wolności są poddani Czarnego Pana, gotowi w każdej chwili zaatakować. Więc czy warto zapomnieć o tym co było? Nie, bo jeżeli tak będziemy robić, stracimy czujność. Wypierając złe wspomnienia, będziemy odgradzali się od przeszłości. Co może pomóc lecz być również marne w skutkach.
- Jest! - wykrzyknęła wprost do jej ucha Ginny. Pociągnęła ją w stronę osoby, której Hermiona przez tłum czarodziei, nie potrafiła dostrzec.
Weasley zaczęła zwalniać, a jej oczom ukazała się postać czarnowłosego chłopaka. Wciągnęła ze świstem powietrzne i stanęła w miejscu. Nie była gotowa. Nie teraz. Nie w tej chwili.
Ginny czując opór ze strony koleżanki stanęła i przyjrzała się jej badawczo.
- Hermiono - szepnęła delikatnie. - Chodź.
Po czym lekko ją pociągnęła.
- Ja... ja... nie-nie mogę. Ginny... - spojrzała na nią błagalnie. Lecz ta była nieugięta. Z siłą o jaką nikt nie przypuszczał, zaciągnęła ją w stronę chłopaka, który na ich widok uśmiechał się lekko.
- Herm, nie możesz wiecznie się chować. Nie wiem co w tobie siedzi, ale się dowiem. Proszę, nie rób mu tego. Nie chowaj się.
Przeszły koło znajomych, Ginny witając ich radośnie, a Hermiona zdobyła się jedynie na skinienie głowy.
- Harry! - rzuciła mu się w ramiona.
- Hermiona... - wychrypiał patrząc na stojącą niedaleko czarownicę.
Ginny puściła go i obrzuciła zbulwersowanym wzrokiem.
- Ja się z tobą witam, a ciebie nawet nie stać na łaskawe "Cześć Ginny, miło Cię widzieć." Będziesz czegoś chciał to nie przychodź do mnie - burknęła. Harry uśmiechnął się blado, i spojrzał w bok. Ginny podążyła za jego wzrokiem. Stanęła jak w murowana. W ich stronę zmierzał, z krzywym wyrazem twarzy Ron. Co on tu robi? Przebiegło Ginny przez myśl.
- Harry - warknął w stronę Pottera. - Powiesz mi łaskawie czemu tu jeszcze stoisz? Kazałeś mi czekać w przedziale, ale zaraz pociąg odjeżdża, a ja nie będę miał zamiaru go zatrzymywać gdybyś do niego nie wsiadł - rzucił sucho.
Dopiero po chwili rozejrzał się dookoła. Zawęził oczy dostrzegając Ginny, a zaraz za nią pobladłą Hermionę. Otaksował tą drugą spojrzeniem. Wyładniała. Stwierdził. Udał, że nie zauważył, iż wygląda jak trup, który dostał zawału. O ile można tak wyglądać.
Ręce zaczęły jej drżeć. Chciała uciekać, lecz nogi wrosły jej w podłoże. Przed oczami zaczęło robić się jej ciemno. Mdlała, tak przynajmniej pomyślała Ginny, widząc to, podbiegła do niej i chwyciła w ostatnim momencie.
- Ron... - Harry umiejętnie chciał mu przekazać, by przestał, lecz Weasley nie zwrócił na to uwagi.
- Co one tu robią? Nie sądziłem, że jeszcze się z nimi zadajesz - uśmiechnął się kpiąco.
- Ale jak już się tak spotkaliśmy, no to może porozmawiamy? Co tam u ciebie Herm?
Dziewczyna wytrzeszczyła oczy, nie mogła, musiała stąd iść. Teraz. Wyrwała się Ginny, przeciskając przez tłum czarodziei, słyszała jak Ginny ją woła, słyszała jak Harry krzyczy na Rona. Zatkała rękami uszy. Miała dość. Wpadła do pociągu, biegnąc na sam koniec. Przed nią wisiała tabliczka:
'Nie wchodzić. Zakaz do odwołania.'
Szarpnęła za klamkę. Szybciej, no szybciej, otwieraj się! Krzyczała w myślach. Drzwi ustąpiły dopiero pod zaklęciem. Zamknęła je za sobą i zabezpieczyła przedział masą silnych zaklęć, po czym osunęła się po drzwiach, chowając głowę między nogami. Nie chciała nikogo widzieć, nie gdy nie potrafiła nad tym zapanować...


***


Ucieczka Hermiony była dla Ginny tak niespodziewana, że nie zdążyła zareagować. Wołała za nią, lecz ta nie słuchała, nie chciała. Nie było sensu jej gonić, musiała teraz pobyć sama. Ginny przyzwyczaiła się w domu Hermiony do tego, że ta od czasu do czasu musi posiedzieć sama ze sobą, lecz zawsze po godzinie do niej wracała. Stwierdziła, że znajdzie ją potem. Odwróciła się do Rona. PalantIdiota.
- RON!!! Ty idioto! Niedorozwinięty umysłowo palancie. Głupku! Debilu! Skurw... - nie dokończyła bo Harry rzucił na nią zaklęcie wyciszające. Spojrzała na niego nienawistnie.
- Ginny uspokój się. Wiem, że to palant i idiota.
- Wypraszam sobie! - krzyknął Ron, cały purpurowy na twarzy.
- Ginny idź już do pociągu, ja sobie z nim porozmawiam.
Dziewczyna wzięła kilka głębokich wdechów i skinęła powoli głową. Nie patrząc już na żadnego z nich, poszła do pociągu.



***


Stał na peronie, czekając na przyjaciół. Oni tak jak on wracali do Hogwartu. Był zadowolony z tego faktu, ponieważ nie zniósł by kolejnego roku bez nich, wśród tych idiotów.
  Niespodziewanie ktoś rzucił mu się w ramiona, przyciskając do siebie mocno. Była to Pansy, która z uśmiechem spojrzała na niego i wesoło się zaśmiała.
- Draco! Tak się cieszę, że cię widzę! - rozejrzała się dookoła. - A gdzie Blaise?
Jak na zawołanie za nimi pojawił się Blaise.
- Co tak długo?
- Lubię mieć wielkie wejścia - powiedział i uśmiechną się cwaniacko. Pansy odwzajemniła uśmiech i go przytuliła.
  Ta ślizgonka tylko przy nich pokazywała swoją weselszą i trochę przyjaźniejszą naturę. W szkole miała opinię, zakochanej bez pamięci w Malfoy'u idiotki, która jest zbyt tępa by przejrzeć na oczy, że on jej nie chce. To były tylko pozory. Świetna gra, która naprowadzała trzy pozostałe domy, w zupełnie innym kierunku. Draco i Blaise to byli jej najlepsi przyjaciele. Nie zamieniłaby ich, za żadne skarby. Poznali się jak byli dziećmi, oczywiście była to zasługa rodziców i od tamtej pory są przyjaciółmi.
  Lecz ten rok miał być inny. Pansy miała dość ciągłego chowania się pod maską głupiej ślizgonki. Męczyło ją to, może i czasem dobrze się bawiła, ale były to tylko niektóre momenty. 
Ruszyli w stronę przedziału gdy Blaise zauważył nietypową scenę. Skinął w tamtą stronę i podeszli zatrzymując się tak by wszystko widzieć, ale by na nich nikt nie zwrócił uwagi. Cała scena przewijająca się im przed oczami była wręcz absurdalna. 
  Weasley ciągnąca Granger, która się jej opierała. 
  Wisząca w powietrzu gęsta atmosfera dotarła aż do nich. 
  Potem zrobiło się tylko ciekawiej. Weasley, który do nich dołączył sprawiał wrażenie, niezadowolonego z całego świata. Granger wyglądała jak trup, młoda Weasley musiała ją podtrzymać by nie upadła. Wieprzlej zaczął o czymś gadać, uśmiechając się złośliwie. I w tym momencie wszystko przybrało szybkiego tempa. Granger uciekła w stronę pociągu, a Potter i Weasley nawrzeszczeli na niego. Bliznowaty odesłał wkurzoną Ginny do pociągu, a sam zajął się jej bratem. Po raz pierwszy ślizgoni widzieli by Potter był tak zły na jednego ze swoich przyjaciół. Zdziwiło ich najbardziej jednak to gdy ten bez oporu uniósł pięść i przywalił rudemu w twarz.
 Ślizgoni odwrócili się i poszli w stronę pociągu.
  Blaise zastanawiając się co wpłynęło na taki obrót przyjaźni 'wybawców świata'.
  Pansy nad tym co się stało z tą przemądrzałą Panną-Wiem-To-Wszystko-Granger.
  A Draco nad tym, jak teraz wszystko się zmieni.


***


  Weszła do Wielkiej Sali, a Hermiony nigdzie nie było. Usiadła koło dziewczyn i z uporem wpatrywała się w drzwi, tak jakby samym wzrokiem miała ją tu sprowadzić. 
  Tiara przydziału zaśpiewała swoją pieśń, po czym przystąpiła do przydziału przestraszonych uczniów. Ginny oglądała to ze znudzoną miną, gdy ostatni uczeń dołączył do Hufflepuff'u, tiara zrobiła coś czego nigdy nie robiła. Wzniosła się w powietrze po czym wylądowała na głowie dyrektora. 
 Albusa Dumbledora. 
  Nie zginął on na wierzy astronomicznej. Przed rzuceniem śmiercionośnej klątwy, zażył pewien eliksir. Co spowodowało na czas nieokreślony zatrzymanie funkcji życiowych, poprzedni stan mógł przywrócić mu jedynie eliksir o odwrotnym działaniu. Podała mu go pewna osoba, której mógł całkowicie ufać. 
  W jego głowie toczyła się bitwa. 
- Jak to popełniłaś błąd? - darł się w myślach, choć twarz nie zdradzała żadnych emocji poza dobrotliwym uśmiechem na twarzy. 
- W sprawie dwóch uczennic. Nie powinny być w tych domach, w których są. 
Warknął, lecz nie dała mu dojść do słowa. 
-Chcę naprawić mój błąd. Czy to źle? Popełniłam go tylko w dwóch przypadkach Albusie. Wojna zmienia, pamiętaj to.
- W takim razie czego chcesz? - westchnął.
- Móc przydzielić je jeszcze raz - odezwała się pełnym spokoju głosem. 
Dyrektor omiótł salę wzrokiem, zastanawiając się kto to może być. 
Dziewczyny, to było jedyne co wiedział. 
- Kto to...? - zapytał z zaciekawieniem.
- Są to dwie uczennice ostatniego roku. A mianowicie...


***


  Obserwowała dyrektora z najmniej widocznego miejsca przy stole Gryffindor'u. Do sali weszła ostatnia, ale nikt jej nie zauważył ponieważ nałożyła na siebie zaklęcie. 
  Na początku wyczytała z twarzy Dumbledora zdziwienie i złość, ale zniknęły one równie szybko co się pojawiły. Siedział on przez chwilę, prowadząc dyskusję z tiarą. A wszyscy uczniowie oczekiwali odpowiedzi, na całe to zajście. Niedane było im jednak jej usłyszeć, ponieważ dyrektor wstał, złożył krótkie przemówienie po czym szybko wyszedł z sali. Jak na zawołanie w pomieszczeniu rozbrzmiały głosy uczniów, zastanawiających się o co chodzi . Nauczyciele nawet nie próbowali ich uspokoić, sami rozmawiali ze sobą na temat całego zajścia.




______________________________



Czytacie -------> Komentujcie
Bardzo chciałabym poznać waszą opinię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz